piątek, 22 czerwca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział IV Początek podróży

Po tym jak wuj Daromira został zabity a sam wyruszył by odnaleźć przeznaczenie, z poczondku nie był pewien cz postanowił dobrze. Przez 3 dni kierował się na wschód jak kazał mu duch króla. 4 dnia napotkał wioskę która wydawała się przygotowywać się do obrony przed sporym atakiem. Zaciekawiony tym Daromir postanowił dowiedzieć się o co tu chodzi, i poszedł do rycerza który tam zarządzał.
-Witaj panie. Przygotowujecie się do walki?
-Tak, nasze zwiady dostrzegły dużą grupę krasnoludów, która kieruję się w tą stronę.
-Mogę wam jakoś pomóc?
-Owszem możesz ustawiać barykady wraz z innymi.
-A kiedy możemy spodziewać się ataku?
-Na wieczór, mamy tylko kilka godzin.
Daromir pobiegł pomagać pracującym wieśniakom. Na twarzach wielu z nich było widać przerażenie tak jak by nie mieli wytrwać do rana, i ujrzeć światła dnia. Wszyscy pracowali ciężko, a kobiety z dziećmi wyruszyły   z miasta w popłochu. Praca trwała a czas upływał, nikt się nie zoriętował kiedy słońce zaczeło zachodzić. Po skończeniu pracy wszyscy złapali za miecze i tarcze, każdy znalazł swoją kryjówkę, tylko Daromir czekał na wroga nie ukryty. Każdy patrzył z podziwem jak w spokoju ostrzył swoje ostrze, a on sam myślał tylko o przeznaczeniu. Kiedy z lasu zaczeły dobiegać szelesty wszyscy zaczeli się denerwować i obawiać tego co się stanie. Tylko Daromir oczekiwał na w spokoju na przeciwnika. Kiedy 2 zwiadowców weszło na teren wioski dostrzegli ostrzącego miecz Daromira.
-Hej ty!
Daromir nie zwracał na nich uwagi i ostrzył miecz dalej.
-Lepiej nas nie denerwuj człeczyno tylko podejdź tu, ale już!
Daromir nadal nie zwracał na nich uwagi.
-Dosyć tego bierzemy go.
Kiedy podeszli by pojmać Daromira w ten przebił jednego z nich na wylot, a gdy drugi zamachnął się toporem by odciąć mu ramie złapał go za rękę, wywrócił na podłogę i również zabił. Usłyszywszy odgłosy walki krasnoludy wbiegły do wioski i okrążyły Daromira. Było ich kilka naście, każdy dobrze uzbrojony, i pewien zwycięstwa. Nagle ze swych kryjówek i domów wyskoczyli wieśniacy i szybko pokonali odział krasnoludów. Ludzie zaczeli świętować i wykrzykiwać imię Daromira. Daromir został w wiosce na noc, i uzupełnił zapasy. O poranku następnego dnia wyruszył dalej, w południe kilka razy dostrzegł dziwno postać zmierzającą w tym samym kierunku, jednak nie wiedział kim ona była, widział tylko że nosi błękitno szatę z kapturem. Zaczął się zastanawiać czy to jeden z towarzyszy który ma mu pomóc ocalić świat przed zagładą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz