Mineło 1000 lat od pokoniania Deteroka władcy demonów przez Talosa króla ludzi. Przez te lata stary szojusz ludzi, elfów i krasnoludów zniknoł. Każda z ras chciała mieć większe tereny ponieważ oddała krew za te ziemie i jej się należy, wybuchł konflikt. Przez kilka lat był zakazany handel i pomoc w przypadku kryzysu w królestwie. Cierpiały na tym małe wioski które handlowały z ino rasą, nie miały potrzebnych surowców do życia. Po pewnym czasie zaczeły się ataki na graniczne wioski, następnie ataki na wsie które dostarczały żywnść miastom i całemu królestwu, wybuchła wojna ras. W pobliżu miasta Randamo w wiosce która zaopatrywała je w żywność żył młodzieniec imieniem Daromir syn kupca Dariusa i szwaczki Analis. Jego ojciec wciąż podróżował po królestwie Eworen, a jego matka była w ciąż zajęta i nie miała dla niego czasu. Daromir szkolił się na kowala u swego wuja Kardifa. Daromir miał jeszcze jedno pasje, zawsze chciał podróżować po świecie i odkrywać uroki krainy Akapte. Pewnego wiosennego dnia Daromir jak zwykle poszedł zebrać jajka od kur i wydojić krowy, następnie kilka godzin przed południem udał się do kuźni aby uczyć się jak kuć broń jednak tym razem czekała na niego miła niespodzianka.
-Witaj Daromiże mam dla ciebie coś wyjątkowe zadanie.
-Mam iść po srebro do miasta, czy klejnoty?
-Nie to razo ja poszłedłem po stal a ty masz wykuć miecz.
-Naprawde! Dla kogo będzie ten miecz?
-Dowiesz się gdy go wykujesz. No a teraz do roboty piec sam się nie rozgrzeje.
Daromir z zapałem zabrał się do roboty i czym prędzej złapał się za wielki miech. Mimo iż miech był cięszki i nieporęczny Daromir pracował z radościo i zapałem. Gdy skończył rozgrzewać stal wzioł ją na kowadło i zaczął kuć. Po kilku dzieśęciu minutach stał miała formę miecza i zabrał nie na ostrzony miecz na osełko i zaczoł go ostrzyć. Tak go to wciągneło że zajeło mu to ponad godzinę. Gdy skończył ostrzyć miecz przymocował do niego rękojeść i szybko pobiegł się pochwalić swoim dziełem Kardifowi.
-Wuju spójrz, i jak na pierwsze dzieło.
-Hmm, dobrze naostrzony, wyważenie średnie, rękojeść nie wyślizguje się, no no całkiem nieźle jak na pierwszy miecz.
-No więc dla kogo to?
-Do wiesz się jutro.
-No dobrze.
Daromir odszedł do domu by odpocząć od pracy i przygotować się na następny dzień. Następnego dnia o poranku Daromir wyszedł na podwórko i zobaczył wóz swego ojca ale nigdzie go nie zastał. Poszedł do matki, ale jej też nie zastał, więc poszedł do kuźni, tam też nikogo nie było znalazł tylko kartkę z napisem
"staw". Daromir zaciekawiony poszedł w kierunku stawu, gdy doszedł nad staw nikogo nie zastał zobaczył jedynie miecz który wykuł. Nagle za krzaków wyszli rodzice i wuj Daromira.
-Witaj synu, i wszystkiego najlepszego.
-Co, jak to okazja?
-Twoje urodziny, a to prezent urodzinowy.
-Mój miecz, dziękuje ojcze.
Potom wyszło jeszcze kilka osób za drzew, i zaczeła się zabawa. Po udanej biesiadzie późno w nocy gdy wszyscy spali Daromira dręczyły sny, w których rozmazana postać wówiła do niego.
-Daromiże, Daromiże wstań uciekaj, szybko uciekaj z tond.
Daromir zerwał się ze snu i poczuł zapach dymu, w pośpiechu wyszedł z domu zabierając miecz i zobaczył że cała wioska walczy z elfami, i znowu usłyszał ten sam głos.
-Uciekaj szybko, kieruj się nad staw tam poznasz swe przeznaczenie.
Daromir przerażony zaczoł uciekać nadstaw, już po kilku minutach był na miejscu i ujrzał ducha w ozdobnej zbroi z mieczem w ręku.
-Nie bój się mnie, jestem tu by ci pomóc bo tylko ty możesz pomóc temu światu.
-Kim jesteś upiorze? I czego chcesz ?
-Jak mówiłem jestem tu by cie chronić i tak ucznie, a szczegółów dowiesz się nieco później.
Duch rzucił zaklęcie na Daromira i usnoł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz