Po kilku tygodniach jak król Leoryk dowiedział się o orkach nad ciągających z wschodu w królestwie zaczęły się przygotowania do obrony. Wszystkie wioski które były nad brzegiem oceanu zostały zniszczone a miasta zrujnowane, wszyscy którzy znajdowali uciekali w głąb lądu do miast w centrum kraju. Król nie mógł bronić każdej wioski ale kazał zabierać wszystkich z małych wiosek podatnych na atak do miast które miały dobrą ochronę. Jednak wszyscy wiedzieli że to nie wystarczy, że oprócz obrony trzeba też atakować Rosządas jako wojownik nie mógł czekać bezczynnie i poprosił by król dał mu kilku żołnierzy aby mógł się przedostać do lasu nad oceanem, ale król nie chciał się zgodzić.
-Zgódź że się, w tych lasach jest ukryta kryjówka moich żołnierzy, mogą zrobić dywersje a twoje wojska mogą ich zmiażdżyć.-Rosządas
-Nie mogę dać ci tylko parę koni i wyposażenie.- król Leoryk
-Ależ królu to jest znakomity plan, on może się udać- Ilana
-Nie wątpię w to, ludzie nie chętnie pójdą za krasnoludem, poza tym i tak większość z moich oddziałów wysłał do obrony wiosek, a przecież ktoś musiał by uderzyć na orków kiedy się rozproszą.- król Leoryk
-No dobrze, ale sam nie dam rady przedrzeć się przez linie obronne orków.- Rosządas
-Spokojnie przyjacielu ja ci potowarzyszę.- Daromir
-I ja też.- Ilana
-To wspaniale, ale teraz trzeba nam wyposażenia- Rosządas
-Jak mówiłem wojska wam nie dam, ale za to mogę dać wyposażenie, Le została jeszcze tylko jedna sprawa.- król Leoryk
-Jaka- Daromir
-Kiedy mam wysłać wojska do ataku?- król Leoryk
-Myślę że za jakieś 8-10 dni będziemy gotowi- Rosządas
-A więc dobrze idźcie weźcie to czego wam trzeba i ruszajcie. król Leoryk
Po krótkiej chwili drożyna która miała iść na wschód była gotowa do drogi. Wszyscy pokładali w nich wielkie nadzieje, i że ich plan się powiedzie.
piątek, 6 lipca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział X Zagrożenie
Po tym jak Daromir ostrzegł króla Leoryka przed orkami, i wysłał zwiadowców, Daromir wraz z przyjaciółmi bardzo się niecierpliwił. Po 4 dniach czekania na powrót zwiadu, przyjechał jeden z zwiadowców. Wszyscy patrzyli jak wjeżdż poraniony do miasta, król natychmiast zawołał straż żeby zabrała go do lekarza. Następnego dnia wieczorem zwiadowca się odckną się, a przynim czekali król, Daromir, Ilana i Rosządas.
-Kto ci to zrobił, elfy, krasnoludy, kto to był?- król Leoryk
-To były potwory, zielono skórę bestie, torturowały mnie i kazały przekazać wiadomość.-zwiadowca
-Co to za wiadomość?-Ilana
-Ten list.-zwiadowca
-Pokaż go. "Słuchajcie marne ludzie, my orkowie przybywamy tu aby waz zniszczyć, i opanować krainę Akapte. Nie próbujcie stawiać oporu tylko się poddajcie wtedy przeżyjecie."-Daromir
-Ilu ich tam jest.-Rosządas
-Kilka tysięcy.-zwiadowca
Po usłyszeniu tych słów król i reszta wyszli i zaczęli się kierować do królewskiej sali. Gdy doszli na miejsce, zaczęli rozmawiać o dalszych krokach.
-Królu musisz zbierać ludzi jak naj dalej od ich obozów, by i chronić.-Daromir
-Nonsens, trzeba na nich uderzyć całą armio i to jak naj szybciej.-Rosządas
-Ja popieram Daromira, gdy ludzie będą bezpieczni wojska będą miały więcej miejsca do walki.-Ilana
-Słuchajcie plan Daromira jest dobry, ale i tak nasze wojska mogą sobie nie poradzić, wkońcó nie wiemy ilu ich jest dokładnie.-król Leoryk
-Więc chcesz się poddać?-Rosządas
-Tego nie powiedziałem, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to tak zrobię. Ale teraz trzeba ratować ludzi ze wschodu i umocnić straże okolicznych wiosek i miast.
-A co dalej?-Daromir
-Tego niewiem.-król Leoryk
-Kto ci to zrobił, elfy, krasnoludy, kto to był?- król Leoryk
-To były potwory, zielono skórę bestie, torturowały mnie i kazały przekazać wiadomość.-zwiadowca
-Co to za wiadomość?-Ilana
-Ten list.-zwiadowca
-Pokaż go. "Słuchajcie marne ludzie, my orkowie przybywamy tu aby waz zniszczyć, i opanować krainę Akapte. Nie próbujcie stawiać oporu tylko się poddajcie wtedy przeżyjecie."-Daromir
-Ilu ich tam jest.-Rosządas
-Kilka tysięcy.-zwiadowca
Po usłyszeniu tych słów król i reszta wyszli i zaczęli się kierować do królewskiej sali. Gdy doszli na miejsce, zaczęli rozmawiać o dalszych krokach.
-Królu musisz zbierać ludzi jak naj dalej od ich obozów, by i chronić.-Daromir
-Nonsens, trzeba na nich uderzyć całą armio i to jak naj szybciej.-Rosządas
-Ja popieram Daromira, gdy ludzie będą bezpieczni wojska będą miały więcej miejsca do walki.-Ilana
-Słuchajcie plan Daromira jest dobry, ale i tak nasze wojska mogą sobie nie poradzić, wkońcó nie wiemy ilu ich jest dokładnie.-król Leoryk
-Więc chcesz się poddać?-Rosządas
-Tego nie powiedziałem, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to tak zrobię. Ale teraz trzeba ratować ludzi ze wschodu i umocnić straże okolicznych wiosek i miast.
-A co dalej?-Daromir
-Tego niewiem.-król Leoryk
wtorek, 26 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział IX Ostrzeżenie
Po tym jak Daromir wraz z przyjaciółmi zobaczył co się dzieje nad oceanem pobiegli na wschód do stolicy Eworen miasta Anarod. Biegli bez wytchnienia przez cały tydzień, aż w końcu dotarli na miejsce. Po wejściu do miasta pokierowali się od razu do sali króla pod wejściem straż sprawiała problemy.
-Stać kim jesteście i co tu robicie.-strażnik
-Moje imię brzmi Daromir musimy dostać się do króla.-Daromir
-Z elfem i krasnoludem, odejdzie stąd jeśli życie wam miłe.-strażnik
-Posłuchaj człowieczku jeżeli nas nie wpuścisz to cała kraina Akapte zostanie zgładzona.-Rosządas
-Ha, przez kogo przez waz, nie rozmieszaj mnie, a teraz odejść mi stąd.
Odeszli od wejścia i zastanawiali się ja się dostać do króla.
-No i co zrobimy?-Ilana
-Ja bym tam wszedł siłą.-Rosządas
-I tak mamy szczęście że nie wezwał po nas straży.-Daromir
-To co zrobimy? Orkowa armia pewnie pustoszy pierwsze wioski.
Daromir usiadł na schodach i zaczął się zastanawiać jak można się zbliżyć do króla, i z nim porozmawiać. Nagle z tłumu dobiegło wołanie.
-Słuchajcie mieszkańcy tego miasta a tagrze przyjezdni. Wieczorem odbędzie się turniej w którym ma prawo walczyć każdy. Ten kto zwycięży zostanie pasowany na rycerza i będzie miał zaszczyt skrzyżować swój miecz z samym królem Leoryliem. W zawodach będą 3 rundy, 1 trzeba będzie się oswobodzić i złapać za jedną z broni która będzie leżała dokoła, i pokonać przeciwników, 2 walka z dzikimi zwierzętami, 3 walka z jednym z rycerzy. Reszty dowiecie się na turnieju.-rycerz
-Hej Daromirze może weźmierz w tym udział?-Ilana
-Ja nie, nie chce zostać rycerzem.-Daromir
-Ale będziesz miał szansę porozmawiać z królem.-Rosządas
-Chyba walczyć z nim, a po za tym nie poradze sobie z tym.-Daromir
-Poradzisz wieże w to.-Ilana
-No dobrze, pójdę się zapisać i zobaczymy co dalej.-Daromir
Daromir poszedł w stronę tablicy zapisów, gdy doszedł do niej zobaczył że zapisało się prawie setka uczestników, nie był pewny czy robi dobrze ale zapisał się. Powrócił do przyjaciół i wraz z ni,i poszedł do miejscowej tawerny by odpocząć przed walką. Po kilku godzinach czekania nadszedł czas, poszli na arenę, Ilana wraz z Rosządasem poszli na trybuny a Daromir na arenę. Na miejscu było kilka drewnianych pali a przy nich stali strażnicy, kazali do siebie podejźdź i stanąć obok pala. Uczestnicy turnieju zostali do nich przywiązali. Daeomir podczas wiązania napioł mięśnie by potem miał trochę luzu. Król wyszedł na balkon i wyjaśnił dokładnie zasady pierwszej rundy.
-W tej rundzie musicie się oswobodzić, zabrać jedna z broni leżącej dokoła i zebrać jedno z flag na końcu areny. Zabijanie jest zakazane, jeśli ktoś kogoś zabije on sam zostanie zabity, rany mogą być zadawane jedynie w nogi i ręce, ale tak by ich nie odciąć. Gotowi. Start!
Daromir rozliźnił mięśnie i z łatwością zdioł sznur i pobiegł w stronę miecza jednak inni też się już uwolnili i złapali za broń. Wszyscy porozbiegali się by zdobyć flagę, Doromir prawie dobiegł do pierwszej z nich, ale ktoś go zatakował maczugą w plecy i upadł jednak nie dał za wygraną próbował walczyć dalej. Gdy wstał uderzył tego samego człowieka rękojeścią w głowę i zabrał flagę. W tym samym czasie król przerwał walkę i zostało tylko 20 zawodników. Król ogłosił wynik 1 rundy, i omówił następną.
-Gratulacje dla tych którzy przeszli do następnej rundy, a oto i kolejne zadanie. W tej rundzie jedna osoba musi zabrać flagę lwu z łap. Ci co zostaną by spróbować swych sił mogą nie przeżyć.
Po tych słowach 18 zawodników opuściło arenę, został tylko Daromir i jeden z mieszkańców, ale widać było że ogarnia go strach przed lwem.
-A więc dobrze. Otworzyć kletkę.
Po otworzeniu klatki wybiegł z niej wielki masywny lew i pobiegł w kierunku mieszkańca miasta. Ten z przerażony nie mógł się ruszyć, i lew przebił mu gardło, następnie zaczoł pożerać jego ciało. Daromir przez ten czas zauważył flagę przywiązano do jego łapy, Daromir próbował zakraść się od tyłu i zabić lwa, ale lew zauważył go i rzucił się na niego wytrącając mu miecz z rąk. Daromir został przyparty do ziemi, jedną ręko trzymał łeb lawa by go nie mógł ugryźdź, a drugą próbował sięgnąć po miecz. Kiedy już ledwie wytrzymywał udało napór lwa udało się mu dosięgnąć miecz i przebić mu gardło. Daromir odsuną ciało lwa i zabrał flagę.
Tłum na widowni zaczął wiwatować i bić brawa, po czym król wstał i zaczął mówić.
-Zaprawdę jesteś wielkim wojownikiem ale jest jeszcze jedna runda, w tej rundzie zmierzysz się z rycerzem mego dworu, jeśli wygrasz może kiedyś go zastąpisz, jeśli nie to spróbujesz kiedy indziej zostać rycerzem. A więc niech się zacznie walka.
Rycerz wszedł na arenę wyją miecz i przygotowywał się do walki. Daromir również uspokojił oddech i pracował nad taktyką. Po chwili król dał sygnał do walki, oboje pobiegli w swoją stronę, na środku areny zderzyły się ich miecze, rycerz znacznie przewyszał siłą Daromira. Daromir odsuną się trochę i uderzył z całą siłą go w prawe ramię, rycerz zachwiał się ale szybko zaczął kontratakować. Ciosy padały jeden za drugim, ale Daromir nie używał siły tak jak on, tylko planwał następne ciosy z rozwagą. Po kilkunastu atakach rycerz zrobił się zmęczony, Daromir wtedy zaczął napierać, po kilku celnych ciosach rycerz padł i się poddał. Tłum oszalał i zaczął wykrzykiwać imię Daromira i wszyscy rzucali kwiatami i monetami. Król ospokojił tłum i zabrał głos.
-Jak się zwiesz wojowniku.
-Daromir mój królu.
-A więc Daromiże wejdź tu.
Daromir wszedł na balkon gdzie przebywał król i stanął przed jego obliczem.
-Uklęknij Daromiże.
Daromir uklękną a król wziął miecz i pasował go na rycerza wręczył mu zbroję i miecz po czym zabrał go do swych komnat. Ilana i Rosządas poszli za nimi.
-A więc czy skrzyżujemy miecze na arenie jak było mówione.
-Nie, mam ciekawszą sprawę, i nie wiem czy mi uwierzysz.
-A więc mów.
W tym czasie do królewskiej sali weszli Ilana i Rosządas.
A kim wy jesteście że macie czelność się tu pokazywać, jeszcze do elf i krasnolud, odejdzie zanim wezwe straże.-król Leoryk
-Spokojnie królu to są moi towarzysze wykonujemy ważną misję.-Daromir
-Cóż to za misja?-król Leoryk
-To misje zlecili nam pradawni władcy Akapte już cześć tej misji została wykonana dalsza część zależy od ciebie królu-Ilana
-A cóż to takiego zależy o demnie?- król Leoryk
-Właściwie to wszystko, nad zachodnim możem pojawiła się ogromna armia starego wroga i ty musisz ją pokonać.-Rosządas
-Armia, jaka armie?- król Leoryk
-Orków.-Rosządas
-Orków ha te bestie to bajka dla dzieci dla dzieci, nie są prawdziwi.-król Leoryk
-To czemu ich widzieliśmy, i to całe tysiące.-Daromir
-No dobrze ale jeśli to nawet prawda to bez dowodów i tak nic z tym nie zrobię.-król Leoryk
-A więc wyślij kilku zwiadowców by to sami sprawdzili-Rosządas
-Dobrze ale jeśli to bajki, to pożałujecie, wszyscy. A teraz odejdzie, mam inne sprawy na głowie.
Król wysłał kilku zwiadowców by sprawdzili czy słowa Daromira, Ilany i Raosządasa są prawdziwe.
-Stać kim jesteście i co tu robicie.-strażnik
-Moje imię brzmi Daromir musimy dostać się do króla.-Daromir
-Z elfem i krasnoludem, odejdzie stąd jeśli życie wam miłe.-strażnik
-Posłuchaj człowieczku jeżeli nas nie wpuścisz to cała kraina Akapte zostanie zgładzona.-Rosządas
-Ha, przez kogo przez waz, nie rozmieszaj mnie, a teraz odejść mi stąd.
Odeszli od wejścia i zastanawiali się ja się dostać do króla.
-No i co zrobimy?-Ilana
-Ja bym tam wszedł siłą.-Rosządas
-I tak mamy szczęście że nie wezwał po nas straży.-Daromir
-To co zrobimy? Orkowa armia pewnie pustoszy pierwsze wioski.
Daromir usiadł na schodach i zaczął się zastanawiać jak można się zbliżyć do króla, i z nim porozmawiać. Nagle z tłumu dobiegło wołanie.
-Słuchajcie mieszkańcy tego miasta a tagrze przyjezdni. Wieczorem odbędzie się turniej w którym ma prawo walczyć każdy. Ten kto zwycięży zostanie pasowany na rycerza i będzie miał zaszczyt skrzyżować swój miecz z samym królem Leoryliem. W zawodach będą 3 rundy, 1 trzeba będzie się oswobodzić i złapać za jedną z broni która będzie leżała dokoła, i pokonać przeciwników, 2 walka z dzikimi zwierzętami, 3 walka z jednym z rycerzy. Reszty dowiecie się na turnieju.-rycerz
-Hej Daromirze może weźmierz w tym udział?-Ilana
-Ja nie, nie chce zostać rycerzem.-Daromir
-Ale będziesz miał szansę porozmawiać z królem.-Rosządas
-Chyba walczyć z nim, a po za tym nie poradze sobie z tym.-Daromir
-Poradzisz wieże w to.-Ilana
-No dobrze, pójdę się zapisać i zobaczymy co dalej.-Daromir
Daromir poszedł w stronę tablicy zapisów, gdy doszedł do niej zobaczył że zapisało się prawie setka uczestników, nie był pewny czy robi dobrze ale zapisał się. Powrócił do przyjaciół i wraz z ni,i poszedł do miejscowej tawerny by odpocząć przed walką. Po kilku godzinach czekania nadszedł czas, poszli na arenę, Ilana wraz z Rosządasem poszli na trybuny a Daromir na arenę. Na miejscu było kilka drewnianych pali a przy nich stali strażnicy, kazali do siebie podejźdź i stanąć obok pala. Uczestnicy turnieju zostali do nich przywiązali. Daeomir podczas wiązania napioł mięśnie by potem miał trochę luzu. Król wyszedł na balkon i wyjaśnił dokładnie zasady pierwszej rundy.
-W tej rundzie musicie się oswobodzić, zabrać jedna z broni leżącej dokoła i zebrać jedno z flag na końcu areny. Zabijanie jest zakazane, jeśli ktoś kogoś zabije on sam zostanie zabity, rany mogą być zadawane jedynie w nogi i ręce, ale tak by ich nie odciąć. Gotowi. Start!
Daromir rozliźnił mięśnie i z łatwością zdioł sznur i pobiegł w stronę miecza jednak inni też się już uwolnili i złapali za broń. Wszyscy porozbiegali się by zdobyć flagę, Doromir prawie dobiegł do pierwszej z nich, ale ktoś go zatakował maczugą w plecy i upadł jednak nie dał za wygraną próbował walczyć dalej. Gdy wstał uderzył tego samego człowieka rękojeścią w głowę i zabrał flagę. W tym samym czasie król przerwał walkę i zostało tylko 20 zawodników. Król ogłosił wynik 1 rundy, i omówił następną.
-Gratulacje dla tych którzy przeszli do następnej rundy, a oto i kolejne zadanie. W tej rundzie jedna osoba musi zabrać flagę lwu z łap. Ci co zostaną by spróbować swych sił mogą nie przeżyć.
Po tych słowach 18 zawodników opuściło arenę, został tylko Daromir i jeden z mieszkańców, ale widać było że ogarnia go strach przed lwem.
-A więc dobrze. Otworzyć kletkę.
Po otworzeniu klatki wybiegł z niej wielki masywny lew i pobiegł w kierunku mieszkańca miasta. Ten z przerażony nie mógł się ruszyć, i lew przebił mu gardło, następnie zaczoł pożerać jego ciało. Daromir przez ten czas zauważył flagę przywiązano do jego łapy, Daromir próbował zakraść się od tyłu i zabić lwa, ale lew zauważył go i rzucił się na niego wytrącając mu miecz z rąk. Daromir został przyparty do ziemi, jedną ręko trzymał łeb lawa by go nie mógł ugryźdź, a drugą próbował sięgnąć po miecz. Kiedy już ledwie wytrzymywał udało napór lwa udało się mu dosięgnąć miecz i przebić mu gardło. Daromir odsuną ciało lwa i zabrał flagę.
Tłum na widowni zaczął wiwatować i bić brawa, po czym król wstał i zaczął mówić.
-Zaprawdę jesteś wielkim wojownikiem ale jest jeszcze jedna runda, w tej rundzie zmierzysz się z rycerzem mego dworu, jeśli wygrasz może kiedyś go zastąpisz, jeśli nie to spróbujesz kiedy indziej zostać rycerzem. A więc niech się zacznie walka.
Rycerz wszedł na arenę wyją miecz i przygotowywał się do walki. Daromir również uspokojił oddech i pracował nad taktyką. Po chwili król dał sygnał do walki, oboje pobiegli w swoją stronę, na środku areny zderzyły się ich miecze, rycerz znacznie przewyszał siłą Daromira. Daromir odsuną się trochę i uderzył z całą siłą go w prawe ramię, rycerz zachwiał się ale szybko zaczął kontratakować. Ciosy padały jeden za drugim, ale Daromir nie używał siły tak jak on, tylko planwał następne ciosy z rozwagą. Po kilkunastu atakach rycerz zrobił się zmęczony, Daromir wtedy zaczął napierać, po kilku celnych ciosach rycerz padł i się poddał. Tłum oszalał i zaczął wykrzykiwać imię Daromira i wszyscy rzucali kwiatami i monetami. Król ospokojił tłum i zabrał głos.
-Jak się zwiesz wojowniku.
-Daromir mój królu.
-A więc Daromiże wejdź tu.
Daromir wszedł na balkon gdzie przebywał król i stanął przed jego obliczem.
-Uklęknij Daromiże.
Daromir uklękną a król wziął miecz i pasował go na rycerza wręczył mu zbroję i miecz po czym zabrał go do swych komnat. Ilana i Rosządas poszli za nimi.
-A więc czy skrzyżujemy miecze na arenie jak było mówione.
-Nie, mam ciekawszą sprawę, i nie wiem czy mi uwierzysz.
-A więc mów.
W tym czasie do królewskiej sali weszli Ilana i Rosządas.
A kim wy jesteście że macie czelność się tu pokazywać, jeszcze do elf i krasnolud, odejdzie zanim wezwe straże.-król Leoryk
-Spokojnie królu to są moi towarzysze wykonujemy ważną misję.-Daromir
-Cóż to za misja?-król Leoryk
-To misje zlecili nam pradawni władcy Akapte już cześć tej misji została wykonana dalsza część zależy od ciebie królu-Ilana
-A cóż to takiego zależy o demnie?- król Leoryk
-Właściwie to wszystko, nad zachodnim możem pojawiła się ogromna armia starego wroga i ty musisz ją pokonać.-Rosządas
-Armia, jaka armie?- król Leoryk
-Orków.-Rosządas
-Orków ha te bestie to bajka dla dzieci dla dzieci, nie są prawdziwi.-król Leoryk
-To czemu ich widzieliśmy, i to całe tysiące.-Daromir
-No dobrze ale jeśli to nawet prawda to bez dowodów i tak nic z tym nie zrobię.-król Leoryk
-A więc wyślij kilku zwiadowców by to sami sprawdzili-Rosządas
-Dobrze ale jeśli to bajki, to pożałujecie, wszyscy. A teraz odejdzie, mam inne sprawy na głowie.
Król wysłał kilku zwiadowców by sprawdzili czy słowa Daromira, Ilany i Raosządasa są prawdziwe.
niedziela, 24 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział VIII Ocean
Po kilku dniach podróży Daromir, Ilana i Rosządas dotarli nad ocean. Zatrzymali się tam, i czekali kilka dni na jakiś znak od duchów. Po 4 dniach Rosządas i Ilana denerwowali się bezczynnym czekaniem, ale Daromir czuł że coś się zbliża. Po tygodniu Rosządaz wraz z Ilaną chcieli zawracać ale Daromir ich powstrzymywał i czekali dalej. 8 dnia w południe Daromir zauważył wszystkie 3 duchy, zawołał resztę i podeszli do nich.
-No nareszcie, moi towarzysze się niecierpliwią.-Daromir
-Spokojnie Daromirze przeznaczenie powoli się wypełnia, a wy stajecie się silniejsi.-Talos
-No tak, ale co dalej kapułanko, co z naszym przeznaczeniem.-Ilana
-Wszystko w swoim czasie.-Shaiera
-Kiedy dokładnie, a tak w ogóle, to kim wy dokładnie jesteście?-Rosządas
-Właśnie do tego dążymy. Ja zwę się Dymitr.
-Ja Shaiera
-A ja Talos. Jesteśmy władcami krainy Akapte i wybraliśmy was byście powstrzymali zło które ma zamiar tu wrócić po tysiącu lat.
-Zaraz Talos, Shaiera, Dymitr, legendarni władcy Akapte.-Ilana
-Wiesz kim są-Rosządas
-Tak, legendy głoszą że oni byli największymi władcami 3 ras, zjednoczyli królestwa, i pokonali demony.
-Co? A więc co od nas chcecie?-Daromir
-Jak mówiłem zło które wygnaliśmy 1000 lat temu chce tu powrócić, a wy macie je powstrzymać tak jak my.-Talos
-Co, niby jak we trójkę na armie orków, umarłych i demonów.-Rosządas
-Nie, będziecie musieli zjednoczyć królestwa a następnie walczyć.-Dymitr
-Ale nasze królestwa toczą wojny, jak niby nasza trójka ma ich namówić do rozejmu.
-Spójrzcie w dal a się dowiecie.-Shaiera.
Wtedy ujrzeli ogromną flotę orkowych statków, a na ich pokładach dziesiątki, budź setki wojowników. Było pewne że bez ostrzeżenia królestwa padną po kilku dniach.
-Ruszajcie jak najprędzej, i powiadomcie króla ludzi o tym co tu widzicie by ten świat nie został opanowany przez zło-Talos
Czym prędzej ruszyli spowrotem na zachód, i zerkając jak daleko znajduje się orkowa flota.
-No nareszcie, moi towarzysze się niecierpliwią.-Daromir
-Spokojnie Daromirze przeznaczenie powoli się wypełnia, a wy stajecie się silniejsi.-Talos
-No tak, ale co dalej kapułanko, co z naszym przeznaczeniem.-Ilana
-Wszystko w swoim czasie.-Shaiera
-Kiedy dokładnie, a tak w ogóle, to kim wy dokładnie jesteście?-Rosządas
-Właśnie do tego dążymy. Ja zwę się Dymitr.
-Ja Shaiera
-A ja Talos. Jesteśmy władcami krainy Akapte i wybraliśmy was byście powstrzymali zło które ma zamiar tu wrócić po tysiącu lat.
-Zaraz Talos, Shaiera, Dymitr, legendarni władcy Akapte.-Ilana
-Wiesz kim są-Rosządas
-Tak, legendy głoszą że oni byli największymi władcami 3 ras, zjednoczyli królestwa, i pokonali demony.
-Co? A więc co od nas chcecie?-Daromir
-Jak mówiłem zło które wygnaliśmy 1000 lat temu chce tu powrócić, a wy macie je powstrzymać tak jak my.-Talos
-Co, niby jak we trójkę na armie orków, umarłych i demonów.-Rosządas
-Nie, będziecie musieli zjednoczyć królestwa a następnie walczyć.-Dymitr
-Ale nasze królestwa toczą wojny, jak niby nasza trójka ma ich namówić do rozejmu.
-Spójrzcie w dal a się dowiecie.-Shaiera.
Wtedy ujrzeli ogromną flotę orkowych statków, a na ich pokładach dziesiątki, budź setki wojowników. Było pewne że bez ostrzeżenia królestwa padną po kilku dniach.
-Ruszajcie jak najprędzej, i powiadomcie króla ludzi o tym co tu widzicie by ten świat nie został opanowany przez zło-Talos
Czym prędzej ruszyli spowrotem na zachód, i zerkając jak daleko znajduje się orkowa flota.
Cz. I Przepowiednia rozdział VII Drugi sprzymierzeniec
Po tym jak Daromir i Ilana pomogli mieszkańcom miasta Arande ruszyli dalej, jednak nie wiedzieli że są śledzeni przez krasnoludów. Wieczorem gdy przygotowywali się do snu Ilana zauważyła kilku z nich, ale nic nie powiedziała Daromirowi.. Nocą gdy już twardo spali krasnoludy zakradły się do ich obozu, i ich pojmali Daromir próbował walczyć ale nie mógł dosięgnąć miecza, Ilana natomiast nie stawiała zbyt dużego oporu, i dała zaciągnąć się do kryjówki krasnoludów. Daromir również po pewnym czasie uległ i został pojmany. Zostali oboje wrzuceni do lochów gdzie tam mieli oczekiwać na śmierć.
-To co robimy? Chyba nie będziemy tu bezczynnie tu siedzieć i czekać aż nas zabiją, no nie?
-Spokojnie, duch kapułanki powiedział mi żebym się nie obawiać.
-Jesteś pewna bo mi się wydaje że będziemy musieli się wysilić aby się stąd wydostać.
Daromir próbował znaleźdź jakeś wyjście, ale daremnie czas mijał, a wyjścia nie było. Po kilku godzinach bezczynnego siedzenia nadeszło 2 strażników.
-No wstawać, na was już czas.
Krasnoludy wypuściły ich, i oddali im ich rzeczy.
-Spokojnie jesteście wolni chodź nie wiem czemu, ale nasz przywódca chce was widzieć.
Jeden z krasnoludów zaprowadził ich do swojego przywódcy i odszedł.
-Siadajcie. Jak się zwiecie, i dokąd zmierzacie?
-Zwę się Daromir a nasz cel to nie twoja sprawa.
-Spokojnie Daromirze, zwę się Ilana a wybieramy się na wschód, by odnaleźć przeznaczenie.
-Więc mamy ten sam cel. Zwę się Rosządas i, przeznaczenie mnie tu przysłało, a dokładniej duch króla krasnoludów.
-A więc Rosządasie witaj w drużynie.
I tak przeznaczenie powoli się wypełniało, drużyna się zebrała, i ruszyła na wschód.
-To co robimy? Chyba nie będziemy tu bezczynnie tu siedzieć i czekać aż nas zabiją, no nie?
-Spokojnie, duch kapułanki powiedział mi żebym się nie obawiać.
-Jesteś pewna bo mi się wydaje że będziemy musieli się wysilić aby się stąd wydostać.
Daromir próbował znaleźdź jakeś wyjście, ale daremnie czas mijał, a wyjścia nie było. Po kilku godzinach bezczynnego siedzenia nadeszło 2 strażników.
-No wstawać, na was już czas.
Krasnoludy wypuściły ich, i oddali im ich rzeczy.
-Spokojnie jesteście wolni chodź nie wiem czemu, ale nasz przywódca chce was widzieć.
Jeden z krasnoludów zaprowadził ich do swojego przywódcy i odszedł.
-Siadajcie. Jak się zwiecie, i dokąd zmierzacie?
-Zwę się Daromir a nasz cel to nie twoja sprawa.
-Spokojnie Daromirze, zwę się Ilana a wybieramy się na wschód, by odnaleźć przeznaczenie.
-Więc mamy ten sam cel. Zwę się Rosządas i, przeznaczenie mnie tu przysłało, a dokładniej duch króla krasnoludów.
-A więc Rosządasie witaj w drużynie.
I tak przeznaczenie powoli się wypełniało, drużyna się zebrała, i ruszyła na wschód.
sobota, 23 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział VI Kopalnia krasnoludów
Po tym jak Daromir i Ilana poznali się trochę lepiej kontynułowal i swą podróż na wschód. Po kilku dniach doszli do bram miasta Arande gdzie czekała na nich niemiła niespodzianka. Miasto było zniszczona, a po ulicach chodzili poranieni ludzie. Kilku strażników pomagało tym którzy zostali w mieście, zaciekawiony Daromir poszedł z nimi porozmawiać.
-Witaj strażniku możesz mi powiedzieć co tu się stał, i czemu to miasto jest zniszczone?
-To krasnoludy, te parszywe sukinsyny ukryły się w tamtej górze i czekają aż wyjdziemy by nas dobić, a jeśli chodzi o miasto to najechali nas tydzień temu, wzieli mnóstwo niewolników nie wiadomo poco.
-Wiecie co planują?
-Możliwe że chcą nas dobić ale czekają na dogodną okazję, ale też zabierali wszystkie żelazne i metalowe rzeczy, a to jest dziwne bo krasnoludy żelaza i stali mają w brut.
-Dziękuje z informacje, postaram wam się pomóc, zaraz ilu was tu jest?
-13 strażników, i 5 rycerzy, a co?
-Mam pomysł, posłuchajcie ja i moja towarzyszka możemy przygotować małą dywersje a wy uwolnicie więźniów.
-Ale ich tam jest około 100, nie damy rady.
-No cóż i tak niedługo po was przyjdą, a przynajmiej ci ludzie będą mieli czas na ucieczkę. -Hmm... no dobra wyruszymy natychmiast póki słońce świeci im w oczy, ale postarajcie się odciągnąć ich jak naj więcej.
Gdy Daromir skończył rozmowę ze strażnikiem i podszedł do Ilany aby uzgodnić plan działania.
-Posłuchaj Ilano, musimy odciągnąć jak najwięcej strażników by oni mogli po uwalniać więźniów.
-Przecież nie take jest nasze zadanie, musimy iść na wschód.
-Nie znamy dokładnego celu a więc może jest nim ta góra, może tam znajdziemy przeznaczenie, a nawet jeśli nie to i tak nic nie stracimy.
-No dobrze, jaki jest plan.
-Znasz zaklęcia które usypiają?
-Nie, ale mam zioła które w połączeniu dają mocny środek usypiający.
-Doskonalę przyrządź go szybko i ruszajmy.
Daromir, Ilana i strażnicy z miasta Arande ruszyli w stronę góry. Gdy doszli w pobliże wejścia zauważyli 4 pilnujących je krasnoludów. Ilana uroniła kilka kropel mikstury usypiającej w pobliżu wejścia, a po chwili krasnoludy usnęły. Daromir poszedł przodem i sprawdził wejście po czym dał sygnał do wejścia. Kilku więźniów było zaraz w pierwszym pomieszczeniu, po ich uwolnieniu pobiegli do wyjścia. Schodzili coraz głębiej i dalej i uwalniali kolejnych więźniów. Natrafili na duże złoża żelaza i narzędzia górnicze. Kiedy doszli do końca korytarza widzieli wielką kopalnie idoncą w duł. Na drewnianym zejściu pracowali lidzie z miasta, a pilnowani byli przez krasnoludów. Daromir zastanowił się chwile co można zrobić z strażnikami. Po krutkej chwili wpadł na pomysł.
-Ilano czy gdybym wyłał cały wywar na don kopalni, to czy by zadziałał na wszystkich.
-Raczej tak, ale ten efekt utrzyma się przez kilak godzin.
-I dobrze będziemy mieli czas na uwolnienie ludzi i zabranie broni krasnoludom, daj butelkę.
Daromir zrzucił butelkę z eliksirem usypiającym, i sam szybko zasłonił nos i usta lnianą chustą. Po kilku minutach w całej kopalni słychać było chrapanie śpiących ludzi i krasnoludów. Pierwsze co zrobili strażnicy, to pozabierali broń i klucze od kajdan krasnoludom. Po kilku godzinach ludzie pobudzili się w mieście przy swoich rodzinach, a krasnoludy w kajdanach. Wszyscy zaczeli świętować wykrzykując imię Daromira i Ilany. Zostali tam na dwa dni by odpocząć i uzupełnić zapasy na dalszą podróż.
-Witaj strażniku możesz mi powiedzieć co tu się stał, i czemu to miasto jest zniszczone?
-To krasnoludy, te parszywe sukinsyny ukryły się w tamtej górze i czekają aż wyjdziemy by nas dobić, a jeśli chodzi o miasto to najechali nas tydzień temu, wzieli mnóstwo niewolników nie wiadomo poco.
-Wiecie co planują?
-Możliwe że chcą nas dobić ale czekają na dogodną okazję, ale też zabierali wszystkie żelazne i metalowe rzeczy, a to jest dziwne bo krasnoludy żelaza i stali mają w brut.
-Dziękuje z informacje, postaram wam się pomóc, zaraz ilu was tu jest?
-13 strażników, i 5 rycerzy, a co?
-Mam pomysł, posłuchajcie ja i moja towarzyszka możemy przygotować małą dywersje a wy uwolnicie więźniów.
-Ale ich tam jest około 100, nie damy rady.
-No cóż i tak niedługo po was przyjdą, a przynajmiej ci ludzie będą mieli czas na ucieczkę. -Hmm... no dobra wyruszymy natychmiast póki słońce świeci im w oczy, ale postarajcie się odciągnąć ich jak naj więcej.
Gdy Daromir skończył rozmowę ze strażnikiem i podszedł do Ilany aby uzgodnić plan działania.
-Posłuchaj Ilano, musimy odciągnąć jak najwięcej strażników by oni mogli po uwalniać więźniów.
-Przecież nie take jest nasze zadanie, musimy iść na wschód.
-Nie znamy dokładnego celu a więc może jest nim ta góra, może tam znajdziemy przeznaczenie, a nawet jeśli nie to i tak nic nie stracimy.
-No dobrze, jaki jest plan.
-Znasz zaklęcia które usypiają?
-Nie, ale mam zioła które w połączeniu dają mocny środek usypiający.
-Doskonalę przyrządź go szybko i ruszajmy.
Daromir, Ilana i strażnicy z miasta Arande ruszyli w stronę góry. Gdy doszli w pobliże wejścia zauważyli 4 pilnujących je krasnoludów. Ilana uroniła kilka kropel mikstury usypiającej w pobliżu wejścia, a po chwili krasnoludy usnęły. Daromir poszedł przodem i sprawdził wejście po czym dał sygnał do wejścia. Kilku więźniów było zaraz w pierwszym pomieszczeniu, po ich uwolnieniu pobiegli do wyjścia. Schodzili coraz głębiej i dalej i uwalniali kolejnych więźniów. Natrafili na duże złoża żelaza i narzędzia górnicze. Kiedy doszli do końca korytarza widzieli wielką kopalnie idoncą w duł. Na drewnianym zejściu pracowali lidzie z miasta, a pilnowani byli przez krasnoludów. Daromir zastanowił się chwile co można zrobić z strażnikami. Po krutkej chwili wpadł na pomysł.
-Ilano czy gdybym wyłał cały wywar na don kopalni, to czy by zadziałał na wszystkich.
-Raczej tak, ale ten efekt utrzyma się przez kilak godzin.
-I dobrze będziemy mieli czas na uwolnienie ludzi i zabranie broni krasnoludom, daj butelkę.
Daromir zrzucił butelkę z eliksirem usypiającym, i sam szybko zasłonił nos i usta lnianą chustą. Po kilku minutach w całej kopalni słychać było chrapanie śpiących ludzi i krasnoludów. Pierwsze co zrobili strażnicy, to pozabierali broń i klucze od kajdan krasnoludom. Po kilku godzinach ludzie pobudzili się w mieście przy swoich rodzinach, a krasnoludy w kajdanach. Wszyscy zaczeli świętować wykrzykując imię Daromira i Ilany. Zostali tam na dwa dni by odpocząć i uzupełnić zapasy na dalszą podróż.
piątek, 22 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział V Pierwszy sprzymierzeniec
Po kilku dniach podróży Daromir postanowił podejść do postaci w błękitnej szacie, i dowiedzieć się czegoś o niej.
-Witaj zwę się Daromir i widzę że kierujemy się w tą samo drogę. Jak się zwiesz?
-Zwę się Ilana, i idę na wschód z bardzo ważną misją, więc mi nie przeszkadzaj.
-Ja też tam podążam możliwe że dokładnie w to samo miejsce, i w tym samym celu.
-Nie sądzę, ma misja ma wielki wpływ na ten świat.
-Moja też.
-Jeżeli to ma być twój sposób na podryw, to daruj sobie bo cie nie wychodzi.
-Nie mówię prawdę ale jeśli chcesz możemy pogadać o czymś innym.
-No dobra, jaki jest twój cel Daromiże?
-Mam udać się na wschód nie wiem dokładnie dokąd ale podczas tej wyprawy mam spotkać 2 towarzyszy która ma mi pomóc wypełnić przeznaczenie.
-Naprawdę, powiedz mi jeszcze że to misje dał ci duch.
-Tak właśnie duch króla ludzi.
-A moja misa została zlecona przez kapułankę Elun.
-Zaraz Elun jesteś elfem?
-Tak, coś w tym złego?
-Nie wiem, ale twoi pobratymcy zabili moją rodzinę, i przyjaciół więc trudno mi będzie ci zaufać.
-Poradzimy sobie, a więc został nam jeszcze jeden towarzysz, nie widziałeś jeszcze kogoś?
-Nie, nikogo więcej, a tak wogule możesz zdjąć kaptur z głowy, bo czuje się nie swojo.
Ilana zdjęła kaptur z głowy odsłaniając gładką niebieskawo twarz, niebiesko fioletowe włosy. i błękitne jak niebo oczy. Daromir zagapił się na chwile i ruszyli dalej kontynułując rozmowę.
-A więc czym się zajmujesz?
-Jestem kowalem uczyłem się tego od dziecka, ale zawsze ciekawił mnie świat i podróże, to ojcu zawdzięczam to pasję, był zwykłym kupcem ale gdy przyjeżdżał schodziło się pół wioski aby posłuchać o ty co widział, bawiłem się też bronią by się móc obronić, w tej przygodzie ta umiejętność się już przydała. No a ty czym się zajmujesz?
-Jestem młodo kapułanko Elun, zajmuje się też magio i miksturami. Ale od pewnwgo czasu wyczuwam jakoś zagrożenie które nadciąga od wschodu lecz nie wiem co to jest, prosiłam innych o pomoc ale odmówili.
Daromir i Ilana ciągneli tę rozmowę przez cały dzień, i dowiedzieli się trochę o swojej kulturze i chistori..
Po zapadnięciu zmroku zmęczeni całym dniu marszu szybko usneli aby byli gotowi na dalszą podróż.
-Witaj zwę się Daromir i widzę że kierujemy się w tą samo drogę. Jak się zwiesz?
-Zwę się Ilana, i idę na wschód z bardzo ważną misją, więc mi nie przeszkadzaj.
-Ja też tam podążam możliwe że dokładnie w to samo miejsce, i w tym samym celu.
-Nie sądzę, ma misja ma wielki wpływ na ten świat.
-Moja też.
-Jeżeli to ma być twój sposób na podryw, to daruj sobie bo cie nie wychodzi.
-Nie mówię prawdę ale jeśli chcesz możemy pogadać o czymś innym.
-No dobra, jaki jest twój cel Daromiże?
-Mam udać się na wschód nie wiem dokładnie dokąd ale podczas tej wyprawy mam spotkać 2 towarzyszy która ma mi pomóc wypełnić przeznaczenie.
-Naprawdę, powiedz mi jeszcze że to misje dał ci duch.
-Tak właśnie duch króla ludzi.
-A moja misa została zlecona przez kapułankę Elun.
-Zaraz Elun jesteś elfem?
-Tak, coś w tym złego?
-Nie wiem, ale twoi pobratymcy zabili moją rodzinę, i przyjaciół więc trudno mi będzie ci zaufać.
-Poradzimy sobie, a więc został nam jeszcze jeden towarzysz, nie widziałeś jeszcze kogoś?
-Nie, nikogo więcej, a tak wogule możesz zdjąć kaptur z głowy, bo czuje się nie swojo.
Ilana zdjęła kaptur z głowy odsłaniając gładką niebieskawo twarz, niebiesko fioletowe włosy. i błękitne jak niebo oczy. Daromir zagapił się na chwile i ruszyli dalej kontynułując rozmowę.
-A więc czym się zajmujesz?
-Jestem kowalem uczyłem się tego od dziecka, ale zawsze ciekawił mnie świat i podróże, to ojcu zawdzięczam to pasję, był zwykłym kupcem ale gdy przyjeżdżał schodziło się pół wioski aby posłuchać o ty co widział, bawiłem się też bronią by się móc obronić, w tej przygodzie ta umiejętność się już przydała. No a ty czym się zajmujesz?
-Jestem młodo kapułanko Elun, zajmuje się też magio i miksturami. Ale od pewnwgo czasu wyczuwam jakoś zagrożenie które nadciąga od wschodu lecz nie wiem co to jest, prosiłam innych o pomoc ale odmówili.
Daromir i Ilana ciągneli tę rozmowę przez cały dzień, i dowiedzieli się trochę o swojej kulturze i chistori..
Po zapadnięciu zmroku zmęczeni całym dniu marszu szybko usneli aby byli gotowi na dalszą podróż.
Cz. I Przepowiednia rozdział IV Początek podróży
Po tym jak wuj Daromira został zabity a sam wyruszył by odnaleźć przeznaczenie, z poczondku nie był pewien cz postanowił dobrze. Przez 3 dni kierował się na wschód jak kazał mu duch króla. 4 dnia napotkał wioskę która wydawała się przygotowywać się do obrony przed sporym atakiem. Zaciekawiony tym Daromir postanowił dowiedzieć się o co tu chodzi, i poszedł do rycerza który tam zarządzał.
-Witaj panie. Przygotowujecie się do walki?
-Tak, nasze zwiady dostrzegły dużą grupę krasnoludów, która kieruję się w tą stronę.
-Mogę wam jakoś pomóc?
-Owszem możesz ustawiać barykady wraz z innymi.
-A kiedy możemy spodziewać się ataku?
-Na wieczór, mamy tylko kilka godzin.
Daromir pobiegł pomagać pracującym wieśniakom. Na twarzach wielu z nich było widać przerażenie tak jak by nie mieli wytrwać do rana, i ujrzeć światła dnia. Wszyscy pracowali ciężko, a kobiety z dziećmi wyruszyły z miasta w popłochu. Praca trwała a czas upływał, nikt się nie zoriętował kiedy słońce zaczeło zachodzić. Po skończeniu pracy wszyscy złapali za miecze i tarcze, każdy znalazł swoją kryjówkę, tylko Daromir czekał na wroga nie ukryty. Każdy patrzył z podziwem jak w spokoju ostrzył swoje ostrze, a on sam myślał tylko o przeznaczeniu. Kiedy z lasu zaczeły dobiegać szelesty wszyscy zaczeli się denerwować i obawiać tego co się stanie. Tylko Daromir oczekiwał na w spokoju na przeciwnika. Kiedy 2 zwiadowców weszło na teren wioski dostrzegli ostrzącego miecz Daromira.
-Hej ty!
Daromir nie zwracał na nich uwagi i ostrzył miecz dalej.
-Lepiej nas nie denerwuj człeczyno tylko podejdź tu, ale już!
Daromir nadal nie zwracał na nich uwagi.
-Dosyć tego bierzemy go.
Kiedy podeszli by pojmać Daromira w ten przebił jednego z nich na wylot, a gdy drugi zamachnął się toporem by odciąć mu ramie złapał go za rękę, wywrócił na podłogę i również zabił. Usłyszywszy odgłosy walki krasnoludy wbiegły do wioski i okrążyły Daromira. Było ich kilka naście, każdy dobrze uzbrojony, i pewien zwycięstwa. Nagle ze swych kryjówek i domów wyskoczyli wieśniacy i szybko pokonali odział krasnoludów. Ludzie zaczeli świętować i wykrzykiwać imię Daromira. Daromir został w wiosce na noc, i uzupełnił zapasy. O poranku następnego dnia wyruszył dalej, w południe kilka razy dostrzegł dziwno postać zmierzającą w tym samym kierunku, jednak nie wiedział kim ona była, widział tylko że nosi błękitno szatę z kapturem. Zaczął się zastanawiać czy to jeden z towarzyszy który ma mu pomóc ocalić świat przed zagładą.
-Witaj panie. Przygotowujecie się do walki?
-Tak, nasze zwiady dostrzegły dużą grupę krasnoludów, która kieruję się w tą stronę.
-Mogę wam jakoś pomóc?
-Owszem możesz ustawiać barykady wraz z innymi.
-A kiedy możemy spodziewać się ataku?
-Na wieczór, mamy tylko kilka godzin.
Daromir pobiegł pomagać pracującym wieśniakom. Na twarzach wielu z nich było widać przerażenie tak jak by nie mieli wytrwać do rana, i ujrzeć światła dnia. Wszyscy pracowali ciężko, a kobiety z dziećmi wyruszyły z miasta w popłochu. Praca trwała a czas upływał, nikt się nie zoriętował kiedy słońce zaczeło zachodzić. Po skończeniu pracy wszyscy złapali za miecze i tarcze, każdy znalazł swoją kryjówkę, tylko Daromir czekał na wroga nie ukryty. Każdy patrzył z podziwem jak w spokoju ostrzył swoje ostrze, a on sam myślał tylko o przeznaczeniu. Kiedy z lasu zaczeły dobiegać szelesty wszyscy zaczeli się denerwować i obawiać tego co się stanie. Tylko Daromir oczekiwał na w spokoju na przeciwnika. Kiedy 2 zwiadowców weszło na teren wioski dostrzegli ostrzącego miecz Daromira.
-Hej ty!
Daromir nie zwracał na nich uwagi i ostrzył miecz dalej.
-Lepiej nas nie denerwuj człeczyno tylko podejdź tu, ale już!
Daromir nadal nie zwracał na nich uwagi.
-Dosyć tego bierzemy go.
Kiedy podeszli by pojmać Daromira w ten przebił jednego z nich na wylot, a gdy drugi zamachnął się toporem by odciąć mu ramie złapał go za rękę, wywrócił na podłogę i również zabił. Usłyszywszy odgłosy walki krasnoludy wbiegły do wioski i okrążyły Daromira. Było ich kilka naście, każdy dobrze uzbrojony, i pewien zwycięstwa. Nagle ze swych kryjówek i domów wyskoczyli wieśniacy i szybko pokonali odział krasnoludów. Ludzie zaczeli świętować i wykrzykiwać imię Daromira. Daromir został w wiosce na noc, i uzupełnił zapasy. O poranku następnego dnia wyruszył dalej, w południe kilka razy dostrzegł dziwno postać zmierzającą w tym samym kierunku, jednak nie wiedział kim ona była, widział tylko że nosi błękitno szatę z kapturem. Zaczął się zastanawiać czy to jeden z towarzyszy który ma mu pomóc ocalić świat przed zagładą.
Cz. I Przepowiednia rozdział III Duch Króla
Potym jak rodzinna wioska Daromira została spalona, a on sam zastał zaczarowany przez ducha, po przebudzeniu był skołowany, i stracił na chwile oriętacje spojrzał na dopalające sie gruzy wsojego domu i zemdlał. O poranku obudziły go kopyta jadoncych koni i szukanie zbroi, ledwo trzymając się na nogach poszedł sprawdzić co się dzieje. Po wyjściu za drzew zobaczył pokaleczone ciała i spalone chaty, rycerze z miasta Rndamo pomagali ocalałym wieśniakom i dzieciom. Daromir zaniepokojony pobiegł na gruzy swojego domu i zaczoł rozglądać się z swoimi rodzicami. Po chwili znalazł medalion swojej matki cały we krwi i medalion ojca. Zaraz potem pokierował się w stronę kuźni z nadzieją że Kardif przeżył. Z obaczył go siedzącego na stołku z wielką rano na ręce.
-Daromir ty żyjesz dzięki bogu.
-Wuju co się stało, z kąt wzieły się te elfy?
-Niewiem wyskoczył z drzew nie wiadomo ilu ich było ale znacznie nas przewyszali liczebnie. Próbowałem walczyć ale, no sam widzisz. Czy mój brat przeżył?
-Chyba nie znalazłem jego medalion i mojej matki.
-Przykro mi, teraz trzeba udać się do miasta, i zacząć jakoś sobie poradzić.
Daromir wraz z wujem wyruszyli do miasta wraz z ocalałymi pod eskorto rycerzy. Po niecałej godzinie dotarli pod mury miasta wszyscy się porozchodzili do przyjaciół i rodzin, a Kardif wraz Daromirem udali się do miejscowej kuźni. Na miejscu zastali Olafa dobrego przyjaciela Kardifa.
-Kardifie, przeżyłeś, a co z twym bratem?
-Niestety nie przeżył.
-Przeklęte elfy. No nic, a to co za chłopiec?
-Mój bratanek, niema ojca ani matki, więc muszę się nim zająć, by wyrósł na dobrego człowieka, i zdolnego kowala.
Daromir nie mógł zapomnieć tego co widział nad stawem, i w wiosce, ale czuł że to nie był jeszcze koniec, że spotka jeszcze tego duch na swojej drodze. Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata, a Daromir wyrastał na zdrowego mężczyznę o potężnej posturze, ciemnych włosach, i niebieskich oczach. Przez kilka lat wykuwał miecze i zbroje, dala strażników miejskich, i rycerzy. Jednak z czasem nie mógł zapomnieć ducha ze snu, i tego co się stało w wiosce. Pewnej jesiennej nocy Daromirowi znowu przyśnił się ten sam duch.
-Daromiże widzisz przeżyłeś i twe przeznaczenie się wypełni.
-Kim jesteś, czego chcesz zjawo?
-Jestem duchem dawnego króla, ale to nie jest ważne, wstań i choć nad staw tam ci wszystko wyjaśnię.
Daromir wstał i czym prędzej pobiegł nad staw i zobaczył że duch już tam czeka.
-No dobrze duchu o co tu chodzi czego o demnie żądasz?
-Tej krainie jak i światu grozi niebezpieczeństwo, wojna ras to tylko małe potyczki na planszy świata. W krutce przybłędo tu hordy nowych wrogów za morza i zaczną się przygotowania do zagłady świata i tylko ty możesz temu zapobiec. Kieruj się na wschód aż spodkasz 2 towarzyszy którzy ci w tym pomogą.
-Co to jakieś chore wracam do kuźni tam moje miejsce.
-Wporzodku ale uważaj na siebie, ale i tak przeznaczenie się o ciebie upomni.
Duch zniknoł a Daromir udał się w stronę miasta by odpocząć. Gdy doszedł do kuźni zobaczył plamę krwi we drzwiach a tuż obok ciało martwego Olafa a zaraz przy nim Kardifa. W drugim pokoju dojrzał postać w czarnym kapturze, nie zwracając uwagi na to kto to był zamachnoł się mieczem i zabił intruza. Spojrzał że to był zabójca elfów, i za jego plecami znowu pojawił się duch króla.
-Widzisz duchy przeznaczenia uczynią wszystko abyś je wypełnił, i posuną się do wszystkiego.
Daromir zastanowił się chwile i zaczoł zabierać swoje rzeczy, i po chwili wyruszył na wschód ku przeznaczeniu.
-Daromir ty żyjesz dzięki bogu.
-Wuju co się stało, z kąt wzieły się te elfy?
-Niewiem wyskoczył z drzew nie wiadomo ilu ich było ale znacznie nas przewyszali liczebnie. Próbowałem walczyć ale, no sam widzisz. Czy mój brat przeżył?
-Chyba nie znalazłem jego medalion i mojej matki.
-Przykro mi, teraz trzeba udać się do miasta, i zacząć jakoś sobie poradzić.
Daromir wraz z wujem wyruszyli do miasta wraz z ocalałymi pod eskorto rycerzy. Po niecałej godzinie dotarli pod mury miasta wszyscy się porozchodzili do przyjaciół i rodzin, a Kardif wraz Daromirem udali się do miejscowej kuźni. Na miejscu zastali Olafa dobrego przyjaciela Kardifa.
-Kardifie, przeżyłeś, a co z twym bratem?
-Niestety nie przeżył.
-Przeklęte elfy. No nic, a to co za chłopiec?
-Mój bratanek, niema ojca ani matki, więc muszę się nim zająć, by wyrósł na dobrego człowieka, i zdolnego kowala.
Daromir nie mógł zapomnieć tego co widział nad stawem, i w wiosce, ale czuł że to nie był jeszcze koniec, że spotka jeszcze tego duch na swojej drodze. Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata, a Daromir wyrastał na zdrowego mężczyznę o potężnej posturze, ciemnych włosach, i niebieskich oczach. Przez kilka lat wykuwał miecze i zbroje, dala strażników miejskich, i rycerzy. Jednak z czasem nie mógł zapomnieć ducha ze snu, i tego co się stało w wiosce. Pewnej jesiennej nocy Daromirowi znowu przyśnił się ten sam duch.
-Daromiże widzisz przeżyłeś i twe przeznaczenie się wypełni.
-Kim jesteś, czego chcesz zjawo?
-Jestem duchem dawnego króla, ale to nie jest ważne, wstań i choć nad staw tam ci wszystko wyjaśnię.
Daromir wstał i czym prędzej pobiegł nad staw i zobaczył że duch już tam czeka.
-No dobrze duchu o co tu chodzi czego o demnie żądasz?
-Tej krainie jak i światu grozi niebezpieczeństwo, wojna ras to tylko małe potyczki na planszy świata. W krutce przybłędo tu hordy nowych wrogów za morza i zaczną się przygotowania do zagłady świata i tylko ty możesz temu zapobiec. Kieruj się na wschód aż spodkasz 2 towarzyszy którzy ci w tym pomogą.
-Co to jakieś chore wracam do kuźni tam moje miejsce.
-Wporzodku ale uważaj na siebie, ale i tak przeznaczenie się o ciebie upomni.
Duch zniknoł a Daromir udał się w stronę miasta by odpocząć. Gdy doszedł do kuźni zobaczył plamę krwi we drzwiach a tuż obok ciało martwego Olafa a zaraz przy nim Kardifa. W drugim pokoju dojrzał postać w czarnym kapturze, nie zwracając uwagi na to kto to był zamachnoł się mieczem i zabił intruza. Spojrzał że to był zabójca elfów, i za jego plecami znowu pojawił się duch króla.
-Widzisz duchy przeznaczenia uczynią wszystko abyś je wypełnił, i posuną się do wszystkiego.
Daromir zastanowił się chwile i zaczoł zabierać swoje rzeczy, i po chwili wyruszył na wschód ku przeznaczeniu.
czwartek, 21 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział II Przeznaczenie
Mineło 1000 lat od pokoniania Deteroka władcy demonów przez Talosa króla ludzi. Przez te lata stary szojusz ludzi, elfów i krasnoludów zniknoł. Każda z ras chciała mieć większe tereny ponieważ oddała krew za te ziemie i jej się należy, wybuchł konflikt. Przez kilka lat był zakazany handel i pomoc w przypadku kryzysu w królestwie. Cierpiały na tym małe wioski które handlowały z ino rasą, nie miały potrzebnych surowców do życia. Po pewnym czasie zaczeły się ataki na graniczne wioski, następnie ataki na wsie które dostarczały żywnść miastom i całemu królestwu, wybuchła wojna ras. W pobliżu miasta Randamo w wiosce która zaopatrywała je w żywność żył młodzieniec imieniem Daromir syn kupca Dariusa i szwaczki Analis. Jego ojciec wciąż podróżował po królestwie Eworen, a jego matka była w ciąż zajęta i nie miała dla niego czasu. Daromir szkolił się na kowala u swego wuja Kardifa. Daromir miał jeszcze jedno pasje, zawsze chciał podróżować po świecie i odkrywać uroki krainy Akapte. Pewnego wiosennego dnia Daromir jak zwykle poszedł zebrać jajka od kur i wydojić krowy, następnie kilka godzin przed południem udał się do kuźni aby uczyć się jak kuć broń jednak tym razem czekała na niego miła niespodzianka.
-Witaj Daromiże mam dla ciebie coś wyjątkowe zadanie.
-Mam iść po srebro do miasta, czy klejnoty?
-Nie to razo ja poszłedłem po stal a ty masz wykuć miecz.
-Naprawde! Dla kogo będzie ten miecz?
-Dowiesz się gdy go wykujesz. No a teraz do roboty piec sam się nie rozgrzeje.
Daromir z zapałem zabrał się do roboty i czym prędzej złapał się za wielki miech. Mimo iż miech był cięszki i nieporęczny Daromir pracował z radościo i zapałem. Gdy skończył rozgrzewać stal wzioł ją na kowadło i zaczął kuć. Po kilku dzieśęciu minutach stał miała formę miecza i zabrał nie na ostrzony miecz na osełko i zaczoł go ostrzyć. Tak go to wciągneło że zajeło mu to ponad godzinę. Gdy skończył ostrzyć miecz przymocował do niego rękojeść i szybko pobiegł się pochwalić swoim dziełem Kardifowi.
-Wuju spójrz, i jak na pierwsze dzieło.
-Hmm, dobrze naostrzony, wyważenie średnie, rękojeść nie wyślizguje się, no no całkiem nieźle jak na pierwszy miecz.
-No więc dla kogo to?
-Do wiesz się jutro.
-No dobrze.
Daromir odszedł do domu by odpocząć od pracy i przygotować się na następny dzień. Następnego dnia o poranku Daromir wyszedł na podwórko i zobaczył wóz swego ojca ale nigdzie go nie zastał. Poszedł do matki, ale jej też nie zastał, więc poszedł do kuźni, tam też nikogo nie było znalazł tylko kartkę z napisem
"staw". Daromir zaciekawiony poszedł w kierunku stawu, gdy doszedł nad staw nikogo nie zastał zobaczył jedynie miecz który wykuł. Nagle za krzaków wyszli rodzice i wuj Daromira.
-Witaj synu, i wszystkiego najlepszego.
-Co, jak to okazja?
-Twoje urodziny, a to prezent urodzinowy.
-Mój miecz, dziękuje ojcze.
Potom wyszło jeszcze kilka osób za drzew, i zaczeła się zabawa. Po udanej biesiadzie późno w nocy gdy wszyscy spali Daromira dręczyły sny, w których rozmazana postać wówiła do niego.
-Daromiże, Daromiże wstań uciekaj, szybko uciekaj z tond.
Daromir zerwał się ze snu i poczuł zapach dymu, w pośpiechu wyszedł z domu zabierając miecz i zobaczył że cała wioska walczy z elfami, i znowu usłyszał ten sam głos.
-Uciekaj szybko, kieruj się nad staw tam poznasz swe przeznaczenie.
Daromir przerażony zaczoł uciekać nadstaw, już po kilku minutach był na miejscu i ujrzał ducha w ozdobnej zbroi z mieczem w ręku.
-Nie bój się mnie, jestem tu by ci pomóc bo tylko ty możesz pomóc temu światu.
-Kim jesteś upiorze? I czego chcesz ?
-Jak mówiłem jestem tu by cie chronić i tak ucznie, a szczegółów dowiesz się nieco później.
Duch rzucił zaklęcie na Daromira i usnoł.
-Witaj Daromiże mam dla ciebie coś wyjątkowe zadanie.
-Mam iść po srebro do miasta, czy klejnoty?
-Nie to razo ja poszłedłem po stal a ty masz wykuć miecz.
-Naprawde! Dla kogo będzie ten miecz?
-Dowiesz się gdy go wykujesz. No a teraz do roboty piec sam się nie rozgrzeje.
Daromir z zapałem zabrał się do roboty i czym prędzej złapał się za wielki miech. Mimo iż miech był cięszki i nieporęczny Daromir pracował z radościo i zapałem. Gdy skończył rozgrzewać stal wzioł ją na kowadło i zaczął kuć. Po kilku dzieśęciu minutach stał miała formę miecza i zabrał nie na ostrzony miecz na osełko i zaczoł go ostrzyć. Tak go to wciągneło że zajeło mu to ponad godzinę. Gdy skończył ostrzyć miecz przymocował do niego rękojeść i szybko pobiegł się pochwalić swoim dziełem Kardifowi.
-Wuju spójrz, i jak na pierwsze dzieło.
-Hmm, dobrze naostrzony, wyważenie średnie, rękojeść nie wyślizguje się, no no całkiem nieźle jak na pierwszy miecz.
-No więc dla kogo to?
-Do wiesz się jutro.
-No dobrze.
Daromir odszedł do domu by odpocząć od pracy i przygotować się na następny dzień. Następnego dnia o poranku Daromir wyszedł na podwórko i zobaczył wóz swego ojca ale nigdzie go nie zastał. Poszedł do matki, ale jej też nie zastał, więc poszedł do kuźni, tam też nikogo nie było znalazł tylko kartkę z napisem
"staw". Daromir zaciekawiony poszedł w kierunku stawu, gdy doszedł nad staw nikogo nie zastał zobaczył jedynie miecz który wykuł. Nagle za krzaków wyszli rodzice i wuj Daromira.
-Witaj synu, i wszystkiego najlepszego.
-Co, jak to okazja?
-Twoje urodziny, a to prezent urodzinowy.
-Mój miecz, dziękuje ojcze.
Potom wyszło jeszcze kilka osób za drzew, i zaczeła się zabawa. Po udanej biesiadzie późno w nocy gdy wszyscy spali Daromira dręczyły sny, w których rozmazana postać wówiła do niego.
-Daromiże, Daromiże wstań uciekaj, szybko uciekaj z tond.
Daromir zerwał się ze snu i poczuł zapach dymu, w pośpiechu wyszedł z domu zabierając miecz i zobaczył że cała wioska walczy z elfami, i znowu usłyszał ten sam głos.
-Uciekaj szybko, kieruj się nad staw tam poznasz swe przeznaczenie.
Daromir przerażony zaczoł uciekać nadstaw, już po kilku minutach był na miejscu i ujrzał ducha w ozdobnej zbroi z mieczem w ręku.
-Nie bój się mnie, jestem tu by ci pomóc bo tylko ty możesz pomóc temu światu.
-Kim jesteś upiorze? I czego chcesz ?
-Jak mówiłem jestem tu by cie chronić i tak ucznie, a szczegółów dowiesz się nieco później.
Duch rzucił zaklęcie na Daromira i usnoł.
środa, 20 czerwca 2012
Cz. I Przepowiednia rozdział I Wielka wojna
Wiele wieków temu w pradawnej krainie Akapte żyły 3 rasy ludzie, elfy i krasnoludy, nie toczyły wojen ani nie były zaprzyjażnione. Pewien potężny mag zwany Eldrih zaślepiony żądzo władzy i bogactwa wezwał na pomoc mroczne siły. Niestety demony wykorzystały to aby otworzyć portal, i wysłać do krainy Akapte orków. Eldrich został zabity a portal został otwarty bez możliwości zamknięcia. Orkowie zbudowali swe osady na terenach ludzi w królestwie Eworen. Przez kilka miesięcy ludzie i orkowie nie walczyli ze sobą. Po kilku latach orkowie i ludzie toczyli zażarte walki na terenie Eworen. W tym samym czasie na terenach gór Gorandul w siedzibie krasnoludów pod powierzchnio w starych kopalniach szamani orków odprawiali mroczne rytułały przez które rozpętała się zaraza która zabijała wszystkich a potem powstawali jako nieumarli. Krasnoludy zadły sobie sprawę że ta zaraza może zniszczyć wszystko na swojej drodze i próbowali wszystkich metod aby ją powstrzymać, bez skutecznie. Na końcu największy szaman orków i nekromana udali się do krainy elfów Iramon aby tam wezwać władce demonów Deteroka. Elfy broniły się przed demonami przez długi czas ale i one uległy. Gdy wszystkie królestwa upadły ich królowie postanowili się zjednoczyć. Król ludzi Talos, król krasnoludów Dyimitr i największ kapułanka Elun Shaiera postanowili zebrać wszystkich żywych i udać się do Eworen by tam się przeciw stawić złu. Z biegem czasu Deterok zwyciężał a nadzieja na zwyciestwo znikneła. Talos postanowił że wszyscy powinni zatakować Deteroka wszystkimi siłami, wielu nie podobał się ten pomysł ale po namyśle zgodzili się na ten pomysł. Talos, Dymitr i Shaiera zebrali swe wojska i wyruszyli na bój. Po kilku godzinach marszu dotarli do ruin miasta Randamo tam już czekał Deterok ze swą armio. Ludzie, elfy i krasnoludy nie były pewne zwycięstwa wręcz przeciwnie wszyscy myśleli że przegrają i zostaną potępieni na zawsze. Orkowie, nieumarli i demony byli pewni zwycięstwa i drwili z przeciwnika. Talos wszedł na powalono kolumne i zagrzewał wszystkich do walki.
-Dziś jest dzień sondu, dziś zakończymy wojnę, może polegniemy a może nie tak czy inaczej bendo wiedzieć że nie jesteśmy tchórzami ale dzielnymi wojownikami. Za wolność !!!
Wszyscy ruszyli do walki miecze zderzały się ze sobą, tarcze pękały pod naciskiem młotów i toporów strzały latały jak iskry przeszywające ciała, magowie rzucali potężne zaklęcia które rozrywały świat. Talos ruszył na Deteroka unikając jego czarów zbliżał się do niego. Shaiera w tym czasie wypowiadała zakazane zaklęcia a Dymitr ochraniał ją. Talos próbował ugodzić Deteroka w serce ale ten rzucił nim i zionoł ogniem, Talos jednak zasłonił się tarczą i trwał tak w ciszy skulony w ciemności z zamkniętymi oczami zobaczył światło które się zbliżało i nagle znikneło. Talos odzknoł się po chwili, Shaiera zebrała dość mocy by uderzyć cało mocą księżyca w Deteroka gdy to zrobiła Deterok stracił na chwile oriętacje i Dymitr zatakował go swym toporem, Talos wyskoczył za stopionej tarczy i ugodził go w serce. Z serca Deteroka zaczoł wydobywać się płomień który przyspawał rękawice Talosa do rękojeści miecza. Deterok po chwili cały spalony wybuchł czarnym płomieniem niszcząc nieumarłych, wypędzając demony i przeganiając orków nie zostawiając po sobie śladu. Wszyscy świętowali zwycięstwo i dopiero po kilku minutach spostrzegli martwego króla ludzi.
Shaiera i Dymitr wzieli popalone ciało króla i zanieśli je do stolicy zamku Dundah. Tam jego żona Clarysa zaprowadziła ich do miejsca w którym Talos wpatrywał się z nio na choryząt. Tam został pochowany wraz z mieczem który przebił serce władcy demonów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)