piątek, 6 lipca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział XI Pierwsze straty

Po kilku tygodniach jak król Leoryk dowiedział się o orkach nad ciągających z wschodu w królestwie zaczęły się przygotowania do obrony. Wszystkie wioski które były nad brzegiem oceanu zostały zniszczone a miasta zrujnowane, wszyscy którzy znajdowali uciekali w głąb lądu do miast w centrum kraju. Król nie mógł bronić każdej wioski ale kazał zabierać wszystkich z małych wiosek podatnych na atak do miast które miały dobrą ochronę. Jednak wszyscy wiedzieli że to nie wystarczy, że oprócz obrony trzeba też atakować Rosządas jako wojownik nie mógł czekać bezczynnie i poprosił by król dał mu kilku żołnierzy aby mógł się przedostać do lasu nad oceanem, ale król nie chciał się zgodzić.
-Zgódź że się, w tych lasach jest ukryta kryjówka moich żołnierzy, mogą zrobić dywersje a twoje wojska mogą ich zmiażdżyć.-Rosządas
-Nie mogę dać ci tylko parę koni i wyposażenie.- król Leoryk
-Ależ królu to jest znakomity plan, on może się udać- Ilana
-Nie wątpię w to, ludzie nie chętnie pójdą za krasnoludem, poza tym i tak większość z moich oddziałów wysłał do obrony wiosek, a przecież ktoś musiał by uderzyć na orków kiedy się rozproszą.- król Leoryk
-No dobrze, ale sam nie dam rady przedrzeć się przez linie obronne orków.- Rosządas
-Spokojnie przyjacielu ja ci potowarzyszę.- Daromir
-I ja też.- Ilana
-To wspaniale, ale teraz trzeba nam wyposażenia- Rosządas
-Jak mówiłem wojska wam nie dam, ale za to mogę dać wyposażenie, Le została jeszcze tylko jedna sprawa.- król Leoryk
-Jaka- Daromir
-Kiedy mam wysłać wojska do ataku?- król Leoryk
-Myślę że za jakieś 8-10 dni będziemy gotowi- Rosządas 
-A więc dobrze idźcie weźcie to czego wam trzeba i ruszajcie. król Leoryk 
Po krótkiej chwili drożyna która miała iść na wschód była gotowa do drogi. Wszyscy pokładali w nich wielkie nadzieje, i że ich plan się powiedzie.             

czwartek, 28 czerwca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział X Zagrożenie

Po tym jak Daromir ostrzegł króla Leoryka przed orkami, i wysłał zwiadowców, Daromir wraz z przyjaciółmi bardzo się niecierpliwił. Po 4 dniach czekania na powrót zwiadu, przyjechał jeden z zwiadowców. Wszyscy patrzyli jak wjeżdż poraniony do miasta, król natychmiast zawołał straż żeby zabrała go do lekarza. Następnego dnia wieczorem zwiadowca się odckną się, a przynim czekali król, Daromir, Ilana i Rosządas.
-Kto ci to zrobił, elfy, krasnoludy, kto to był?- król Leoryk
-To były potwory, zielono skórę bestie, torturowały mnie i kazały przekazać wiadomość.-zwiadowca
-Co to za wiadomość?-Ilana
-Ten list.-zwiadowca
-Pokaż go. "Słuchajcie marne ludzie, my orkowie przybywamy tu aby waz zniszczyć, i opanować krainę Akapte. Nie próbujcie stawiać oporu tylko się poddajcie wtedy przeżyjecie."-Daromir
-Ilu ich tam jest.-Rosządas
-Kilka tysięcy.-zwiadowca
Po usłyszeniu tych słów król i reszta wyszli i zaczęli się kierować do królewskiej sali. Gdy doszli na miejsce, zaczęli rozmawiać o dalszych krokach.
-Królu musisz zbierać ludzi jak naj dalej od ich obozów, by i chronić.-Daromir
-Nonsens, trzeba na nich uderzyć całą armio i to jak naj szybciej.-Rosządas
-Ja popieram Daromira, gdy ludzie będą bezpieczni wojska będą miały więcej miejsca do walki.-Ilana
-Słuchajcie plan Daromira jest dobry, ale i tak nasze wojska mogą sobie nie poradzić, wkońcó nie wiemy ilu ich jest dokładnie.-król Leoryk 
-Więc chcesz się poddać?-Rosządas
-Tego nie powiedziałem, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to tak zrobię. Ale teraz trzeba ratować ludzi ze wschodu i umocnić straże okolicznych wiosek i miast.
-A co dalej?-Daromir 
-Tego niewiem.-król Leoryk 

wtorek, 26 czerwca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział IX Ostrzeżenie

Po tym jak Daromir wraz z przyjaciółmi zobaczył co się dzieje nad oceanem pobiegli na wschód do stolicy Eworen miasta Anarod. Biegli bez wytchnienia przez cały tydzień, aż w końcu dotarli na miejsce. Po wejściu do miasta pokierowali się od razu do sali króla pod wejściem straż sprawiała problemy.
-Stać kim jesteście i co tu robicie.-strażnik
-Moje imię brzmi Daromir musimy dostać się do króla.-Daromir
-Z elfem i krasnoludem, odejdzie stąd jeśli życie wam miłe.-strażnik
-Posłuchaj człowieczku jeżeli nas nie wpuścisz to cała kraina Akapte zostanie zgładzona.-Rosządas
-Ha, przez kogo przez waz, nie rozmieszaj mnie, a teraz odejść mi stąd.
Odeszli od wejścia i zastanawiali się ja się dostać do króla.
-No i co zrobimy?-Ilana
-Ja bym tam wszedł siłą.-Rosządas
-I tak mamy szczęście że nie wezwał po nas straży.-Daromir
-To co zrobimy? Orkowa armia pewnie pustoszy pierwsze wioski.
Daromir usiadł na schodach i zaczął się zastanawiać jak można się zbliżyć do króla, i z nim porozmawiać. Nagle z tłumu dobiegło wołanie.
-Słuchajcie mieszkańcy tego miasta a tagrze przyjezdni. Wieczorem odbędzie się turniej w którym ma prawo walczyć każdy. Ten kto zwycięży zostanie pasowany na rycerza i będzie miał zaszczyt skrzyżować swój miecz z samym królem Leoryliem. W zawodach będą 3 rundy, 1 trzeba będzie się oswobodzić i złapać za jedną z broni która będzie leżała dokoła, i pokonać przeciwników, 2 walka z dzikimi zwierzętami, 3 walka z jednym z rycerzy. Reszty dowiecie się na turnieju.-rycerz
-Hej Daromirze może weźmierz w tym udział?-Ilana
-Ja nie, nie chce zostać rycerzem.-Daromir
-Ale będziesz miał szansę porozmawiać z królem.-Rosządas
-Chyba walczyć z nim, a po za tym nie poradze sobie z tym.-Daromir
-Poradzisz wieże w to.-Ilana
-No dobrze, pójdę się zapisać i zobaczymy co dalej.-Daromir
Daromir poszedł w stronę tablicy zapisów, gdy doszedł do niej zobaczył że zapisało się prawie setka uczestników, nie był pewny czy robi dobrze ale zapisał się. Powrócił do przyjaciół i wraz z ni,i poszedł do miejscowej tawerny by odpocząć przed walką. Po kilku godzinach czekania nadszedł czas, poszli na arenę, Ilana wraz z Rosządasem  poszli na trybuny a Daromir na arenę. Na miejscu było kilka drewnianych pali a przy nich stali strażnicy, kazali do siebie podejźdź i stanąć obok pala. Uczestnicy turnieju zostali do nich przywiązali. Daeomir podczas wiązania napioł mięśnie by potem miał trochę luzu. Król wyszedł na balkon i wyjaśnił dokładnie zasady pierwszej rundy.
-W tej rundzie musicie się oswobodzić, zabrać jedna z broni leżącej dokoła i zebrać jedno z flag na końcu areny. Zabijanie jest zakazane, jeśli ktoś kogoś zabije on sam zostanie zabity, rany mogą być zadawane jedynie w nogi i ręce, ale tak by ich nie odciąć. Gotowi. Start!
Daromir rozliźnił mięśnie i z łatwością zdioł sznur i pobiegł w stronę miecza jednak inni też się już uwolnili i złapali za broń. Wszyscy porozbiegali się by zdobyć flagę, Doromir prawie dobiegł do pierwszej z nich, ale ktoś go zatakował maczugą w plecy i upadł jednak nie dał za wygraną próbował  walczyć dalej. Gdy wstał uderzył tego samego człowieka rękojeścią w głowę i zabrał flagę. W tym samym czasie król przerwał walkę i zostało tylko 20 zawodników. Król ogłosił wynik 1 rundy, i omówił następną.
-Gratulacje dla tych którzy przeszli do następnej rundy, a oto i kolejne zadanie. W tej rundzie jedna osoba musi zabrać flagę lwu z łap. Ci co zostaną by spróbować swych sił mogą nie przeżyć.
Po tych słowach 18 zawodników opuściło arenę, został tylko Daromir i jeden z mieszkańców, ale widać było że ogarnia go strach przed lwem.
-A więc dobrze. Otworzyć kletkę.
Po otworzeniu klatki wybiegł z niej wielki masywny lew i pobiegł w kierunku mieszkańca miasta. Ten z przerażony nie mógł się ruszyć, i lew przebił mu gardło, następnie zaczoł pożerać jego ciało. Daromir przez ten czas zauważył flagę przywiązano do jego łapy, Daromir próbował zakraść się od tyłu i zabić lwa, ale lew zauważył go i rzucił się na niego wytrącając mu miecz z rąk. Daromir został przyparty do ziemi, jedną ręko trzymał łeb lawa by go nie mógł ugryźdź, a drugą próbował sięgnąć po miecz. Kiedy już ledwie wytrzymywał udało napór lwa udało się mu dosięgnąć miecz i przebić mu gardło. Daromir odsuną ciało lwa i zabrał flagę.
Tłum na widowni zaczął wiwatować i bić brawa, po czym król wstał i zaczął mówić.
-Zaprawdę jesteś wielkim wojownikiem ale jest jeszcze jedna runda, w tej rundzie zmierzysz się z rycerzem mego dworu, jeśli wygrasz może kiedyś go zastąpisz, jeśli nie to spróbujesz kiedy indziej zostać rycerzem. A więc niech się zacznie walka.
Rycerz wszedł na arenę wyją miecz i przygotowywał się do walki. Daromir również uspokojił oddech i pracował nad taktyką. Po chwili król dał sygnał do walki, oboje pobiegli w swoją stronę, na środku areny zderzyły się ich miecze, rycerz znacznie przewyszał siłą Daromira. Daromir odsuną się trochę i uderzył z całą siłą go w prawe ramię, rycerz zachwiał się ale szybko zaczął kontratakować. Ciosy padały jeden za drugim, ale Daromir nie używał siły tak jak on, tylko planwał następne ciosy z rozwagą. Po kilkunastu atakach rycerz zrobił się zmęczony, Daromir wtedy zaczął napierać, po kilku celnych ciosach rycerz padł i się poddał. Tłum oszalał i zaczął wykrzykiwać imię Daromira i wszyscy rzucali kwiatami i monetami. Król ospokojił tłum i zabrał głos. 
-Jak się zwiesz wojowniku.
-Daromir mój królu.
-A więc Daromiże wejdź tu.
Daromir wszedł na balkon gdzie przebywał król i stanął przed jego obliczem.
-Uklęknij Daromiże.
Daromir uklękną a król wziął miecz i pasował go na rycerza wręczył mu zbroję i miecz po czym zabrał go do swych komnat. Ilana i Rosządas poszli za nimi.
-A więc czy skrzyżujemy miecze na arenie jak było mówione.
-Nie, mam ciekawszą sprawę, i nie wiem czy mi uwierzysz.
-A więc mów.
W tym czasie do królewskiej sali weszli Ilana i Rosządas.
A kim wy jesteście że macie czelność się tu pokazywać, jeszcze do elf i krasnolud, odejdzie zanim wezwe straże.-król Leoryk
-Spokojnie królu to są moi towarzysze wykonujemy ważną misję.-Daromir
-Cóż to za misja?-król Leoryk
-To misje zlecili nam pradawni władcy Akapte już cześć tej misji została wykonana dalsza część zależy od ciebie królu-Ilana
-A cóż to takiego zależy o demnie?- król Leoryk
-Właściwie to wszystko, nad zachodnim możem pojawiła się ogromna armia starego wroga i ty musisz ją pokonać.-Rosządas 
-Armia, jaka armie?- król Leoryk
-Orków.-Rosządas 
-Orków ha te bestie to bajka dla dzieci dla dzieci, nie są prawdziwi.-król Leoryk
-To czemu ich widzieliśmy, i to całe tysiące.-Daromir
-No dobrze ale jeśli to nawet prawda to bez dowodów i tak nic z tym nie zrobię.-król Leoryk
-A więc wyślij kilku zwiadowców by to sami sprawdzili-Rosządas
-Dobrze ale jeśli to bajki, to pożałujecie, wszyscy. A teraz odejdzie, mam inne sprawy na głowie.
Król wysłał kilku zwiadowców by sprawdzili czy słowa Daromira, Ilany i Raosządasa są prawdziwe.

niedziela, 24 czerwca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział VIII Ocean

Po kilku dniach podróży Daromir, Ilana i Rosządas dotarli nad ocean. Zatrzymali się tam, i czekali kilka dni na jakiś znak od duchów. Po 4 dniach Rosządas i Ilana denerwowali się bezczynnym czekaniem, ale Daromir czuł że coś się zbliża. Po tygodniu Rosządaz wraz z Ilaną chcieli zawracać ale Daromir ich powstrzymywał i czekali dalej. 8 dnia w południe Daromir zauważył wszystkie 3 duchy, zawołał resztę i podeszli do nich.
-No nareszcie, moi towarzysze się niecierpliwią.-Daromir
-Spokojnie Daromirze przeznaczenie powoli się wypełnia, a wy stajecie się silniejsi.-Talos
-No tak, ale co dalej kapułanko, co z naszym przeznaczeniem.-Ilana
-Wszystko w swoim czasie.-Shaiera
-Kiedy dokładnie, a tak w ogóle, to kim wy dokładnie jesteście?-Rosządas
-Właśnie do tego dążymy. Ja zwę się Dymitr.
-Ja Shaiera
-A ja Talos. Jesteśmy władcami krainy Akapte i wybraliśmy was byście powstrzymali zło które ma zamiar tu wrócić po tysiącu lat.
-Zaraz Talos, Shaiera, Dymitr, legendarni władcy Akapte.-Ilana
-Wiesz kim są-Rosządas
-Tak, legendy głoszą że oni byli największymi władcami 3 ras, zjednoczyli królestwa, i pokonali demony.
-Co? A więc co od nas chcecie?-Daromir
-Jak mówiłem zło które wygnaliśmy 1000 lat temu chce tu powrócić, a wy macie je powstrzymać tak jak my.-Talos
-Co, niby jak we trójkę na armie orków, umarłych i demonów.-Rosządas
-Nie, będziecie musieli zjednoczyć królestwa a następnie walczyć.-Dymitr
-Ale nasze królestwa toczą wojny, jak niby nasza trójka ma ich namówić do rozejmu.
-Spójrzcie w dal a się dowiecie.-Shaiera.
Wtedy ujrzeli ogromną flotę orkowych statków, a na ich pokładach dziesiątki, budź setki wojowników. Było pewne że bez ostrzeżenia królestwa padną po kilku dniach.
-Ruszajcie jak najprędzej, i powiadomcie króla ludzi  o tym co tu widzicie by ten świat nie został opanowany przez zło-Talos
Czym prędzej ruszyli spowrotem na zachód, i zerkając jak daleko znajduje się orkowa flota. 
  

Cz. I Przepowiednia rozdział VII Drugi sprzymierzeniec

Po tym jak Daromir i Ilana pomogli mieszkańcom miasta Arande ruszyli dalej, jednak nie wiedzieli że są śledzeni przez krasnoludów. Wieczorem gdy przygotowywali się do snu Ilana zauważyła kilku z nich, ale nic nie powiedziała Daromirowi.. Nocą gdy już twardo spali krasnoludy zakradły się do ich obozu, i ich pojmali Daromir próbował walczyć ale nie mógł dosięgnąć miecza, Ilana natomiast nie stawiała zbyt dużego oporu, i dała zaciągnąć się do kryjówki krasnoludów. Daromir również po pewnym czasie uległ i został pojmany. Zostali oboje wrzuceni do lochów gdzie tam mieli oczekiwać na śmierć.
-To co robimy? Chyba nie będziemy tu bezczynnie tu siedzieć i czekać aż nas zabiją, no nie?
-Spokojnie, duch kapułanki powiedział mi żebym się nie obawiać.
-Jesteś pewna bo mi się wydaje że będziemy musieli się wysilić aby się stąd wydostać.
Daromir próbował znaleźdź jakeś wyjście, ale daremnie czas mijał, a wyjścia nie było. Po kilku godzinach bezczynnego siedzenia nadeszło 2 strażników.
-No wstawać, na was już czas.
Krasnoludy wypuściły ich, i oddali im ich rzeczy.
-Spokojnie jesteście wolni chodź nie wiem czemu, ale nasz przywódca chce was widzieć.
Jeden z krasnoludów zaprowadził ich do swojego przywódcy i odszedł.
-Siadajcie. Jak się zwiecie, i dokąd zmierzacie?
-Zwę się Daromir a nasz cel to nie twoja sprawa.
-Spokojnie Daromirze, zwę się Ilana a wybieramy się na wschód, by odnaleźć przeznaczenie.
-Więc mamy ten sam cel. Zwę się Rosządas i, przeznaczenie mnie tu przysłało, a dokładniej duch króla krasnoludów.
-A więc Rosządasie witaj w drużynie.
I tak przeznaczenie powoli się wypełniało, drużyna się zebrała, i ruszyła na wschód.

sobota, 23 czerwca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział VI Kopalnia krasnoludów

Po tym jak Daromir i Ilana poznali się trochę lepiej kontynułowal i swą podróż na wschód. Po kilku dniach doszli do bram miasta Arande gdzie czekała na nich niemiła niespodzianka. Miasto było zniszczona, a po ulicach chodzili poranieni ludzie. Kilku strażników pomagało tym którzy zostali w mieście, zaciekawiony Daromir poszedł z nimi porozmawiać.
-Witaj strażniku możesz mi powiedzieć co tu się stał, i czemu to miasto jest zniszczone?
-To krasnoludy, te parszywe sukinsyny ukryły się w tamtej górze i czekają aż wyjdziemy by nas dobić, a jeśli chodzi o miasto to najechali nas tydzień temu, wzieli mnóstwo niewolników nie wiadomo poco.
-Wiecie co planują?
-Możliwe że chcą nas dobić ale czekają na dogodną okazję, ale też zabierali wszystkie żelazne i metalowe rzeczy, a to jest dziwne bo krasnoludy żelaza i stali mają w brut.
-Dziękuje z informacje, postaram wam się pomóc, zaraz ilu was tu jest?
-13 strażników, i 5 rycerzy, a co?
-Mam pomysł, posłuchajcie ja i moja towarzyszka możemy przygotować małą dywersje a wy uwolnicie więźniów.
-Ale ich tam jest około 100, nie damy rady.
-No cóż i tak niedługo po was przyjdą, a przynajmiej ci ludzie będą mieli czas na ucieczkę.                       -Hmm... no dobra wyruszymy natychmiast póki słońce świeci im w oczy, ale postarajcie się odciągnąć ich jak naj więcej.
Gdy Daromir skończył rozmowę ze strażnikiem i podszedł do Ilany aby uzgodnić plan działania.
-Posłuchaj Ilano, musimy odciągnąć jak najwięcej strażników by oni mogli po uwalniać więźniów.
-Przecież nie take jest nasze zadanie, musimy iść na wschód.
-Nie znamy dokładnego celu a więc może jest nim ta góra, może tam znajdziemy przeznaczenie, a nawet jeśli nie to i tak nic nie stracimy.
-No dobrze, jaki jest plan.
-Znasz zaklęcia które usypiają?
-Nie, ale mam zioła które w połączeniu dają mocny środek usypiający.
-Doskonalę przyrządź go szybko i ruszajmy.
Daromir, Ilana i strażnicy z miasta Arande ruszyli w stronę góry. Gdy doszli w pobliże wejścia zauważyli 4 pilnujących je krasnoludów. Ilana uroniła kilka kropel mikstury usypiającej w pobliżu wejścia, a po chwili krasnoludy usnęły. Daromir poszedł przodem i sprawdził wejście po czym dał sygnał do wejścia. Kilku więźniów było zaraz w pierwszym pomieszczeniu, po ich uwolnieniu pobiegli do wyjścia. Schodzili coraz głębiej i dalej i uwalniali kolejnych więźniów. Natrafili na duże złoża żelaza i narzędzia górnicze. Kiedy doszli do końca korytarza widzieli wielką kopalnie idoncą w duł. Na drewnianym zejściu pracowali lidzie z miasta, a pilnowani byli przez krasnoludów. Daromir zastanowił się chwile co można zrobić z strażnikami. Po krutkej chwili wpadł na pomysł.
-Ilano czy gdybym wyłał cały wywar na don kopalni, to czy by zadziałał na wszystkich.
-Raczej tak, ale ten efekt utrzyma się przez kilak godzin.
-I dobrze będziemy mieli czas na uwolnienie ludzi i zabranie broni krasnoludom, daj butelkę. 
Daromir zrzucił butelkę z eliksirem usypiającym, i sam szybko zasłonił nos i usta lnianą chustą. Po kilku minutach w całej kopalni słychać było chrapanie śpiących ludzi i krasnoludów. Pierwsze co zrobili strażnicy, to pozabierali broń i klucze od kajdan krasnoludom. Po kilku godzinach ludzie pobudzili się w mieście przy swoich rodzinach, a krasnoludy w kajdanach. Wszyscy zaczeli świętować wykrzykując imię Daromira i Ilany. Zostali tam na dwa dni by odpocząć i uzupełnić zapasy na dalszą podróż.

  

piątek, 22 czerwca 2012

Cz. I Przepowiednia rozdział V Pierwszy sprzymierzeniec

Po kilku dniach podróży Daromir postanowił podejść do postaci w błękitnej szacie, i dowiedzieć się czegoś  o niej.
-Witaj zwę się Daromir i widzę że kierujemy się w tą samo drogę. Jak się zwiesz?
-Zwę się Ilana, i idę na wschód z bardzo ważną misją, więc mi nie przeszkadzaj.
-Ja też tam podążam możliwe że dokładnie w to samo miejsce, i w tym samym celu.
-Nie sądzę, ma misja ma wielki wpływ na ten świat.
-Moja też.
-Jeżeli to ma być twój sposób na podryw, to daruj sobie bo cie nie wychodzi.
-Nie mówię prawdę ale jeśli chcesz możemy pogadać o czymś innym.
-No dobra, jaki jest twój cel Daromiże?
-Mam udać się na wschód nie wiem dokładnie dokąd ale podczas tej wyprawy mam spotkać 2 towarzyszy która ma mi pomóc wypełnić przeznaczenie.
-Naprawdę, powiedz mi jeszcze że to misje dał ci duch.
-Tak właśnie duch króla ludzi.
-A moja misa została zlecona przez kapułankę Elun.
-Zaraz Elun jesteś elfem?
-Tak, coś w tym złego?
-Nie wiem, ale twoi pobratymcy zabili moją rodzinę, i przyjaciół więc trudno mi będzie ci zaufać.
-Poradzimy sobie, a więc został nam jeszcze jeden towarzysz, nie widziałeś jeszcze kogoś?
-Nie, nikogo więcej, a tak wogule możesz zdjąć kaptur z głowy, bo czuje się nie swojo.
Ilana zdjęła kaptur z głowy odsłaniając gładką niebieskawo twarz, niebiesko fioletowe włosy. i błękitne jak niebo oczy. Daromir zagapił się na chwile i ruszyli dalej kontynułując rozmowę.
-A więc czym się zajmujesz?
-Jestem kowalem uczyłem się tego od dziecka, ale zawsze ciekawił mnie świat i podróże, to ojcu zawdzięczam to pasję, był zwykłym kupcem ale gdy przyjeżdżał schodziło się pół wioski aby posłuchać o ty co widział, bawiłem się też bronią by się móc obronić, w tej przygodzie ta umiejętność się już przydała. No a ty czym się zajmujesz?
-Jestem młodo kapułanko Elun, zajmuje się też magio i miksturami. Ale od pewnwgo czasu wyczuwam jakoś zagrożenie które nadciąga od wschodu lecz nie wiem co to jest, prosiłam innych o pomoc ale odmówili.
Daromir i Ilana ciągneli tę rozmowę przez cały dzień, i dowiedzieli się trochę o swojej kulturze i chistori..
Po zapadnięciu zmroku zmęczeni całym dniu marszu szybko usneli aby byli gotowi na dalszą podróż.